• POLSKI

    Nowy rok, tak na spokojnie

    W pracy jest tak styczniowo – wszyscy chyba jesteśmy zasypani mailami i nowymi zadaniami. Choć u mnie to tak raczej spokojnie ponieważ cały kres świąteczny przesiedziałam przed komputerem kończąc prace uniwersyteckie. Spodziewałam się, że będę miała na studiach dużo roboty, no ale jakoś się rozpisałam. Po tygodniu klepania w klawiaturę bolały mnie dłonie, łokcie no i dupa… No ale jest. Skończyłam. A ponieważ siedziałam praktycznie bez przerwy to teraz mam w pracy problem – rozpędziłam się i wszystko szybko kończę. To ciekawe, jak nasze ciało i mózg nabiera rozpędu i nawet trudny emocjonalnie tydzień mnie nie zwolnił (Urodziny, rocznica śmierci Taty, Urodziny męża – czyli wszystko na raz). No ale pod koniec miesiąca idę na urlop, aby faktycznie odpocząć. Ja lubię odpoczywać jak wszyscy są w pacy, więc bardzo mi to w tym miesiącu się dobrze poukładało.

    Powyższy obrazek dostałam od nastolatki z mojej rodziny, więc bardzo się ucieszyłam. Właśnie podsumowuję 12 tygodni pracy nad moim kreatywnym blokiem spowodowanym Brexitem i wychodzę powoli z dołka ciszy i obserwacji, więc taki śliczny obrazek bardzo mi się przyda. Jest mi teraz faktycznie bardzo ciepło, bezpiecznie i spokojnie. Moi znajomi mają teraz trudny okres, a koniec miesiąca to już też będzię stresujący, ale ponieważ ja pracuję w trendach i jakoś zawsze wcześniej wszysko przeżywam, już mi nawet złość przeszła. Spokojnie, ciepło skupiam się na pracy i budowie nowej marki. Nie ignoruję wydarzeń, ale już je sobie dobrze w głowie poukładałam, więc jest mi lżej. Zobaczymy, co przyniesie wiosna.

  • PHOTOS,  WELLBEING

    2019 summary

    As I put down my student’s pen finishing the last assignment, I am catching up on the posts from this week. Since we have entered a new year here are my personal 2019 highlights.

    2019 was heavy, felt helpless in many ways, sad too. I lost my Father, lost a country and struggled with studies a lot. However, I have finished the Certificate in counselling and completed L5 coaching course. During both courses I have learned a lot about my personal ethics and boundaries – I had to protect, steady myself a lot. I came out on the other side stronger and wiser. It shouldn’t have to be this way, but I gained really good self-protection skills. I think my coaching and counselling practise can only benefit from it.

    It was also a year of hopefulness, collective resistance and action. I met and worked with fantastic, inspiring, brave people. I soaked in their endless courage and fueled my own plans. I launched Voxel Hub as a result.

    2019 was a year of letting go, the magic of creativity and safety. I grieved. I relaxed. I worked on identifying my personal cycle of safety and guardians. I got better at expecting and articulating what type of support I need.

    I worked through the 12 weeks of “The Artists Way” to get over my creative block prompted by early days of Brexit. I accepted that for three years I had to stop talking. I explored the reasons for my silence: what I needed to hear was so subtle and gentle, that I simply had to stop talking. Voxel Hub was born out of a need many still cannot see, but to me it was noticeable. I just needed to switch off all other signals to hear, see, smell the truth – our real pain. As we are moving towards digital wellbeing people simply rename online safety into digital wellbeing, but that is actually missing the point. We need to stop and define our humanity in the age of digital. In every meaning of the word. Are we ready? No. Can we do it? Yes. It took me a few years to find the sources of knowledge, but I got it now. I’ve got the core model which is so solid that the new studies only confirm it. Because I did not make it up – I grounded it in two decades of my professional experience and a decade of additional, targeted research. I now have a starting point, a compass. And I am working on the rest. It’s not easy to get back to blogging after such a long time, but at the core of my self I am back, I want to speak now. As my core block fades away I am experiencing the magic of the world again.

    In 2019 I learned to work gently on my goals. Slower pace, more rest, hours of time in the allotment, in nature, in libraries and with friends were a treat to my soul. I learned to restore my energy to help others better.

    The allotment was my safe recovery space, so I am adding the notes from there too. It was a year of projects – that second year when allotmenteers usually sort out all the much-needed contingency for on-going work with plants. Having our own small goals and reaching those made us more hopeful, not just achieved. We did so much!

    It was also a year of testing – we are new to Bristol so we wanted to know what grows well, what not so much. Growing our own food brings us closer to nutrition and our rituals. We enjoyed the family dinners, Sunday morning breakfasts and special meals made of stuff that tastes just the way it should.

    And we had flowers on the table from early sprint to winter. Flowers brought us joy and reminded us that even in darker times there is still so much good out there to grow.

    Have a good 2020, dear Friends!

  • PHOTOS

    At war

    “I’ve been fighting to be who I am all my life. What’s the point of being who I am, if I can’t have the person who was worth all the fighting for?”

    Stephanie Lennox
  • POLSKI

    Lekko

    Pisanie jest nadal jednak trochę trudne. Trzy lata bez codziennego wypowiadania się na sieci, tutaj na blogu i ogólnie wszędzie sprawiło, że się po prostu odzwyczaiłam. W dzieciństwie wolałam pisać po angielsku – pisanie w obcym, nie lokalnym języku byłą reakcją na trudną codzienność. Dzisiaj jest podobnie. Odnajduję się lepiej w polskim, choć nadal piszę powoli. 


    Brytyjska rzeczywistość jest trudna. Rasizm wyłazi porami a nie po to tutaj przyjechałam – chciałam uchronić dziecko od rasizmu a nie nim nasączyć. Trudno już wiadomości czytać. Trudno znaleźć zrównoważone media. Trudno też wypowiadać się bez ataków ludzi, z którymi spędzałam codzienność. Brystol jest nadal kochany ale też się zaczyna zmienić – rasizm wyłazi, wycieka, kisi się. Powoli mamy ochotę szukać nowego domu i sama myśl o tym jest lekka, miła. Skoro wyspa dołączyła do całego kontynentu w swoim podejściu do rasizmu, jest już mniej wyjątkowa. 

    Z drugiej strony jest łatwiej. Zamiast ukrytego rasizmu, mam do czynienia z otwartością. Wiem wreszcie, jakie moi znajomi mają poglądy i mogę się z niektórymi pożegnać – po prostu nie mam ochoty na nienawiść i strach w moich kręgach. Zatruwa mi to moje lekkie, pozytywne podejście do życia. Jakoś tak zajmuje niepotrzebnie – a powinnam się skupić na pracy, budowie nowego biznesu. Tubylcy jakoś nie radzą sobie z tą nową otwartością jeszcze. Są w szoku, że na Święta Prymas Canterbury decyduje się wspominać londyńskie ataki terrorystyczne. A dla mnie mieszanie religii z polityką jest normą w dzieciństwa, więc potrafię o tym łatwiej rozmawiać. Polityka, religia, klasa, pochodzenie i inne głupie wymówki szerzenia nienawiści… no to przecież jest bardzo proste: boimy się. Boimy się innego, cudzego, tego jakoś tak niepasującego do naszych wymagań. A jak się boimy to nasi “liderzy” mogą nas “uratować”, bronić zamiast budować. 


    A przecież budować jest łatwiej niż straszyć i bronić. Lżej jest. No ale też dla polityków niezręczniej. Uczymy się więc żyć w niepewności – zaczyna ona być normą. Nasiąkamy niespodziewanymi wydarzeniami i jakoś tak łatwiej i pewniej się czujemy w tych nowych realiach. Strach nigdy na nas nie działał, więc wracamy do radości nowego, ciepłego zrozumienia i wsparcia. W naszej ulicy, mieście, kraju i na kontynencie. Jest OK i będzie OK. 

    Ja mam ten strach po prostu w dupie. Nie potrzebuję odgórnie narzuconych stereotypowych tradycji. Zamiast obiadu świątecznego pojechaliśmy z mężem na spacer nad morze. Nasiąknęliśmy słońcem i planami na podróże, budowę nowego domu. Może tutaj, może nie, ale po naszemu. Niekoniecznie po angielsku, włosku, mołdawsku czy polsku. Po prostu po naszemu. Bez względu na kategorie. Spokojnie. Pewnie. Lekko.