28
Oct

Utknęłam

 

Miałam cztery dni urlopu, co z weekendem oznacza sześć. I dupa. Nic z tego nie wyszło. W poniedziałek kończenie drobiazgów w mieszkaniu, we wtorek załatwianie dziecku zniszczonych okularów i inne drobne sprawy – a to one właśnie mnie ostanio cholernie rozpraszają, przygnębiają. Takie to wszystko cholernie praktyczne. A w środę odżyła praca, o… No ale w międzyczasie zadzwoniłam do koleżanki z Budapesztu i wprosiłam się do niej (wiedząc, że jest osobą, do której wprosić się można) na kilka dni w listopadzie. Nie mogę się już doczekać. Odetchnąć, wrócić do kraju emocji i przerysowanych wartości, wręcz płytkiego życia, jakby z książki Kundery. Po Pradze Budapeszt będzie kolejnym oddechem w biegu jaki sobie wybrałam tu na wyspach. Czasami jednak udaje mi się wyrwać i już czuję się lepiej. Pojechaliśmu z chłopcami do kilku ciekawych miejsc, nacieszyliśmy się ciepłą, złotą jesienią (tak, jest tutaj złota jesień!). A teraz, po powrocie do komputera i walki z BT, Vodafone, T-mobile i innymi potworami uciekam do obrazów i wspomnień z kilku miłych momentów ostatnich dni. Zastanawiam się, co zrobić z całym moim blogowaniem, bo życie zmienia je w pracę i właściwie niewiele mi tego osobistego i praywatnego zostaje – tylko chyba tutaj i poza siecią. Będę zmieniać sylwiapresley.com, choć nie wiem jeszcze kiedy i jak. Tym razem drastycznie. Drastyczne zmiany kosztują dużo czasu, więc przydałoby się jeszcze kilka wolnych dni….

Leave a Reply