30
Jan

Surrealistycznie

Bardzo surrealistyczny dzień. Odzwyczaiłam się chyba podróży w nieznane mi strony! Jadąc do małej miejscowości niedaleko Birmingham jakoś tak utknęłam w miejscu, którego nie znam a jednak pomiędzy miejscami bardzo ostro zachowanymi w mej pamięci. Był taki okres, kiedy miałam dla siebie co drugi weekend i o ile dobrze pamiętam nie do końca wiedziałam, co z tym czasem zrobić…. Dziś też tak utknęłam…przechodziłam ulicą, w której jadłam kiedyś dobry obiad, a dziś nie miałam na to czasu. Jechałam pociągiem do Stradfordu, miejsca zamieszkania Shakespeare’a, do którego zawsze chciałam pojechać a nawet i dziś nie dojechałam… W drodze powrotnej miałam dodatkowe pół godziny. Usiadłam w kawiarni – jednym z tych dworcowych kawowych barów. Zapatrzyłam się w przebiegających ludzi i jakoś zupełnie się odizolowałam od codzienności. Dobrze mi robią takie momenty – może powinnam robić co jakiś czas to, co robiłam na studiach: wsiadać do pociągu i jechać w nieznane?  Bardzo lubię pociągi – szkoda, że nie jeżdzę nimi częściej. Ten do stolicy stracił magię gdy musiałam dojeżdżać do pracy, ale inne nadal mnie fascynują. Dzisiaj czułam się znów tak, jakbym oglądała niemy film, gdyż omijałam stacje, z którymi byłam kiedyś dość mocno związana emocjonalnie – i jakoś to “niewysiadanie” mocno się odczuwało. Wczoraj martwiłam się, że w tym miesiącu praktycznie cały czas jestem w rozjazdach z pracy. Myślę jednak, że robią mi one dobrze wiedząc, że chłopcy są metą i że czekają. Jadąc do nikąd i wracając do domu jest jakoś lżej.

4 Responses

  1. Ja tez dzisiaj mialam dzien 'pociagowy', lubie takie wyprawy, nawet jesli tylko do Londynu. Gdybym miala tak jezdzic codziennie to nie, ale raz na tydzien czy dwa to jak przygoda i zawsze czekam na takie dni w rozjazdach.

  2. 🙂 Trasa do Londynu jest calkiem przyjemna! O wiele bardziej lubie pociagiem niz samochodem, przyznam szczerze. Choc te moje dojazdy do Londka jakos sa juz inne…moze powinnam czasem podjechac do stolicy prywatnie?

Leave a Reply